Straż miejska nie robi tego, do czego została powołana - taki jest wniosek płynący z ostatniego raportu Najwyższej Izby Kontroli. Inspektorzy przez cztery lata przyglądali się, jak pracują strażnicy i nie mają wątpliwości, co jest ich głównym zajęciem. - Kosztem naszego bezpieczeństwa straż miejska zafascynowała się fotoradarami - mówi rzecznik NIK Paweł Biedziak (50 l.).
Co do tego nie ma wątpliwości. Według statystyk liczba interwencji w sprawach porządku publicznego wzrosła w latach 2005-2009 o 2,7 proc. Ale liczba wykrywanych przewinień komunikacyjnych wzrosła średnio o 200 proc.
Przeczytaj koniecznie: Biały Bór: Piraci drogowi utrzymują gminę płacąc mandaty za zdjęcia z fotoradarów
Kontrolerzy NIK nie poprzestali na sprawdzaniu dokumentów i sami ruszyli na ulice sprawdzić, jak pracuje straż. Nieprawidłowości były na każdym kroku. Np. w Opolu kontrolerzy zobaczyli wysypiska gruzu czy niedrożne kanały ściekowe, a w Szczecinie - głęboką na 2,5 metra niezabezpieczoną studzienkę, w Wołominie - niebezpieczne przejście na perony PKP.
Dlaczego strażnicy przestali to zauważać? Wszystko przez fotoradary. Prezes NIK Jacek Jezierski (53 l.) podkreśla, że w gminach, które kupiły fotoradary, strażnicy zamiast wychodzić na ulicę, wypisują mandaty kierowcom na podstawie zdjęć.
- Winę za to ponoszą sami strażnicy, ale też samorządy, które oczekują od tej służby zwiększania jej dochodów - dodaje prezes. Np. w Szczecinku, przez dwa lata od kiedy zakupiono fotoradary, liczba wykrywanych wykroczeń komunikacyjnych wzrosła o 811 proc.!
Oczywiście NIK pouczył straż miejską o jej obowiązkach. Zobaczymy, na ile okaże się to skuteczne, skoro samorządy zarabiają na mandatach.
Paweł Biedziak (50 l.), rzecznik Najwyższej Izby Kontroli:
- Kosztem naszego bezpieczeństwa straż miejska zafascynowała się fotoradarami
Kazimierz Kuzia (53 l.), Łomża (woj. podlaskie):
- Kiedy powoływano w całej Polsce straże miejskie, to wyznaczono im inne zadania, a nie łapanie kierowców na radar. Powinni zająć się pijakami pijącymi w parkach, a potem leżącymi pod płotem, ludźmi, którzy nie dbają o prządek w swoim otoczeniu czy właścicielami psów, którzy po nich nie sprzątają.
Marek Szmitko (33 l.), Kossaki (woj. podlaskie):
- Łapanie piratów drogowych na radar to robota dla drogówki, a nie straży miejskiej. Strażnicy lepiej zajęliby się pilnowaniem porządku na chodnikach czy placach zabaw, a nie gnębieniem kierowców i nabijaniem kasy dla urzędników.