Na miejscu tragedii, na brzegu stawu przy ul. Pod lasem, wciąż palą się znicze, a mieszkający po sąsiedzku mieszkańcy nie mogą zapomnieć o wydarzeniach sprzed kilkunastu dni. To właśnie tu, 13 grudnia utopił się Mariusz Z. ( † 28 l.), Norbert B. ( † 24 l.) i Kamil M. ( † 19 l). Mężczyźni weszli na częściowo zamarznięty staw, by ratować psa Mariusza Z. Amstaff pobiegł za kaczkami. Mariusz Z., obserwując z brzegu poczynania swojego pupila doszedł do wniosku, że zwierze potrzebuje pomocy. Nie myślał o niebezpieczeństwie. Według ustaleń śledczych, gdy znalazł się w wodzie zaczął tonąć, a stojący na brzegu koledzy ruszyli mu na ratunek.
– Złapali się za ręce i stworzyli łańcuch życia, tak mi opowiadał dziewczyna, która stała na brzegu i wszystko widziała, to ona do mnie zadzwoniła – opowiadał nam tuż po tragedii brat Mariusza. Potem wszystko potoczyło już się błyskawicznie. Na miejscu pojawiły się służby, rozpoczęła się trudna akcja ratunkowa. Z Krakowa i Nowego Sącza ruszyli nurkowie, by wspomóc poszukiwania. Pierwszego na brzeg wyciągnięto Mariusza. Jego jako jedynego reanimowano. Po 1,5 godzinie lekarz stwierdził zgon. Ciała Norberta i Kamila odnaleziono po ok godzinie poszukiwań. Tragedie przeżył czwarty z paczki znajomych 18–letni Kamil Z. Co ciekawe, według relacji świadków, wszedł do wody jako ostatni i uratował psa. Sam wydostał się na brzeg.
Kamil M. i Mariusz Z. zostali pochowani na cmentarzu parafialnym w Wolbromiu. Ich pogrzeby odbyły się tuż przed świętami. – Mój syn, tęsknie za nim –napisała w mediach społecznościowych w Sylwestra mama Kamila. Kobieta nie może pogodzić się z jego odejściem i tragedią, która spotkała rodzinę. Pogrzeb Norberta B. († 24 l.) odbył się na cmentarzu w Porębie k. Wolbromia. Młody mężczyzna osierocił dwoje maleńkich dzieci, synka i córeczkę oraz pozostawił pogrążoną w żałobie narzeczoną.