Po 39-latku przejechały dwa auta, jedno ciągnęło go za sobą. Kulisy śmiertelnego wypadku pod Płońskiem
Dwa auta przejechały po 39-latku pod Płońskiem, ale do jego śmierci doprowadziło jedno zdarzenie. To najnowsze ustalenia tamtejszej prokuratury rejonowej. Dramat rozegrał się na drodze w Michałówku w poniedziałek, 26 września, w godzinach wieczornych, a scenariusz przebiegu zdarzenia był następujący:
- 39-letni obywatel Ukrainy z nieznanych przyczyn znalazł się na drodze, na środku której po prostu leżał;
- po mężczyźnie przyjechał samochód, a wskutek odniesionych w ten sposób obrażeń głowy i tułowia poszkodowany zmarł. Kierowca auta uciekł i nie wezwał pomocy;
- na ciało najechało po bliżej nieustalonym czasie BMW, ciągnąc je za sobą, o czym świadczą kolejne rany na zwłokach denata. Kierowca pojazdu, 27-letni mieszkaniec gminy Załuski, zatrzymał się i wezwał na miejsce służby ratownicze - był trzeźwy.
Ofiara wypadku pod Płońskiem była pijana?
Jak informowała wcześniej policja w Płońsku, do drugiego zdarzenia doszło w czasie bardzo złych warunków pogodowych, tj. przy padającym deszczu i mgle. Tymczasem sekcja zwłok pomogła również w ustaleniu innych informacji.
- Biegły ocenił, że 39-latek mógł znajdować się pod wpływem alkoholu, ale mogą to w 100 procentach potwierdzić dopiero szczegółowe wyniki badań toksykologicznych. Dzięki nim będzie ponadto wiadomo, ile miał promili w organizmie. Kluczowe w tej sprawie będzie jednak znalezienie drugiego kierowcy. Poszukiwania trwają, ale na razie nie możemy udzielić więcej informacji - mówi Ewa Ambroziak, prokurator rejonowy w Płońsku.