- To przyjemne, zielone miejsce. Przychodzimy tu od lat, wszyscy „psiarze” dobrze się znają. Fajna grupa się zawiązała. Teraz czujemy się sterroryzowani – mówi pani Mirosława. Zaczęło się w październiku ub.r. Wtedy rozchorowała się Bija. - Weterynarz ją uratował. Nie przypuszczaliśmy, że została otruta. Nie zakładaliśmy niczyjej złej woli, myśleliśmy, że to przypadek. Ale dziwne choroby psów się powtarzały – wspomina pan Piotr.
Zima upłynęła spokojnie, ale wiosną psy znowu cierpiały po spacerze przy ASP. - Teraz zdarzają się nawet trzy przypadki w tygodniu. Wiadomo, że psy wszystko zjedzą, jak przepuścić kiełbaskę na trawie? A jeśli dojdzie do tragedii i dziecko się zatruje, bo zobaczy tabletkę w trawie i pomyśli, że dropsik leży? – boją się mieszkańcy. Alarmowali policję, wskazywali osobę, która może być trucicielem. - Pierwsze postępowanie było prowadzone jesienią. Policjanci wykonali szereg czynności, również z panią, która była podejrzewana o te czyny, ale prokuratura umorzyła sprawę. Teraz ponownie badamy podtruwanie psów - mówi mł. asp. Agnieszka Żyłka, rzecznik katowickiej policji.