Rodzina zmarłej Izabeli z Pszczyny nie chce pieniędzy
Rodzina zmarłej Izabeli z Pszczyny nie chce pieniędzy ze zbiórek. Pieniądze trafią do chorych dzieci z Piasku, a konkretnie na zakup busa. Dlatego w porozumieniu z rodziną i PSONi z Pszczyny, Fundacja Między Niebem A Ziemią przekazała 27 tysięcy złotych na ten właśnie cel. Bus będzie przewoził dzieci z niepełnosprawnościami psychofizycznymi korzystającymi z rehabilitacji i opieki w Domu Kulejących Aniołów w Piasku koło Pszczyny.
- Jesteśmy przekonani, że darowizny wpłacone przez osoby, które nie chciały przejść obojętnie obok tragedii zmarłej pani Izabeli, posłużą pięknej sprawie i dzięki państwa wsparciu otrzymają najbardziej potrzebujące anioły - dzieci z niepełnosprawnościami pozostające pod opieką wybranej przez nas organizacji - przekazała w imieniu Fundacji Między Niebem a Ziemią prezes zarządu Sylwia Zarzycka.
Zmarła Izabela z Pszczyny
30-letnia Izabela S., trafiła do szpitala w Pszczynie 21 września, w 22 tygodniu ciąży, gdy odeszły jej wody płodowe. Dzień później zmarła w wyniku wstrząsu septycznego. Zdaniem NFZ lekarze popełnili szereg błędów dotyczących m.in. sposobu realizacji świadczeń. Z raportu wynika, że lekarze nie zareagowali właściwie na rozwijający się u kobiety wstrząs septyczny. Wyniki kontroli jakie 2 grudnia przedstawił Narodowy Fundusz Zdrowia, nie pozostawiają wątpliwości.
Departament Kontroli Narodowego Funduszu Zdrowia wykazał nieprawidłowości w realizacji świadczeń pacjentce. Podczas konferencji stwierdzono, że hospitalizacja i wstępne badania, jakie przeprowadzono u 30-latki, były przeprowadzone właściwie, natomiast postępowanie lekarzy po przekazaniu przez Izabelę informacji o pogorszeniu stanu zdrowia było niepoprawne.
- Z ustaleń wynika, że 21 września pacjentka w ciąży zgłosiła do do szpitala w Pszczynie z powodu odpływania wód płodowych. W godzinach nocnych pomimo sygnalizowania przez panią Izabelę nasilających się dolegliwości, wskazujących na wstrząs septyczny, nie podjęto natychmiastowych i adekwatnych działań w tym zakresie. Decyzja zapadła dopiero o godz. 6.00 nad ranem, a niestety kilkadziesiąt minut później nastąpiło zatrzymanie krążenia i zgon - powiedział rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.