Wielki to pieniądz nie jest, ale nie rzecz w tym, by zarabiać na takim skupie. – To miłe wynagrodzenie za naszą dbałość o środowisko. Mimo, że chyba wszyscy zgadzamy się z stwierdzeniem, że na rzecz naszej planety powinniśmy działać bezinteresownie. Jestem dumny, że Mysłowice podążyły w ślady takiego miasta jak Kraków. Teraz wszystko w rękach mieszkańców, zapraszam do urzędu! – podkreśla prezydent Dariusz Wójtowicz.
Bliżej Mysłowice do czerpania wzorców mają Sosnowiec. Tam już działa kilka takich maszyn, przy czym oddający nie dostają gotówki za PET-y, bo ta wędruje do któregoś z sosnowieckich klubów sportowych wskazanych przez „zdającego” plastiki. W Mysłowicach decyzja czy miasto kupi dwa automaty, zależeć będzie od zainteresowania akcją lokalnej społeczności. I dlatego maszyna do zbierania PET-ów, a także metalowych puszek po napojach, będzie testowana przez dwa tygodnie. Jeden automat kosztuje ok. 40 tys. zł. Można go też wydzierżawić.