Do zdarzenia doszło w nocy z 10 na 11 marca. Paulina poczuła się bardzo źle. Ból głowy, nudności, zaburzenia równowagi - decyzja mogła być tylko jedna, trzeba było jechać do szpitala. Damian, narzeczony 21-latki, pojechał z nią na SOR w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu. Trafili tam około 1:40. Personel miał zająć się dziewczyną, tymczasem Damian pojechał po jej matkę. O 3 byli znów w szpitalu.
- O godzinie 3:00 zaczęła bardo cierpieć, zwijała się z bólu, nie kontaktowała. Podszedłem do tego ratownika i zapytałem, czy moja narzeczona musi tak cierpieć. Powiedział, że nie można wykonać żadnych badań, pielęgniarze mówili, że "mają swoje sposoby". Paulina wyciągnęła rękę po etui z telefonu, gdzie trzymała potwierdzenie o ciąży. Pielęgniarz zadzwonił do lekarza, odłożył słuchawkę i powiedział, że lekarz nakazał czekać do rana - relacjonuje Damian.
Z jego relacji wynika, że lekarz przyszedł dopiero po godzinie 5:00 nad ranem, kiedy matka Pauliny, Edyta, kategorycznie tego zażądała. Lekarz miał powiedzieć, że nie widział dokumentu stwierdzającego ciążę pacjentki. Rodzina Pauliny powiedziała mu o swoich podejrzeniach. Zdaniem mamy Pauliny i jej narzeczonego przyczyną takiego stanu zdrowia dziewczyny był udar. O godzinie 6:00 została zabrana na badania. Wykonano tomografię komputerową, która potwierdziła przypuszczenia rodziny (udar i obrzęk mózgu). Paulinę przeniesiono na oddział udarowy w Zawierciu.
>>> Kolejni mistrzowie parkowania w Gliwicach wyłonieni. Parkowali nawet na przystanku [ZDJĘCIA]
11 marca po godzinie 13:00 Paulina została przetransportowana do Szpitala do Katowic, gdzie przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Jest nieprzytomna i wspomagana przez respirator (nie oddycha samodzielnie). Obecnie udało się pokonać zapalenie płuc u Pauliny. W niedługim czasie zostanie ona prawdopodobnie przeniesiona na inny oddział. Dziewczyna po wybudzeniu będzie wymagała długiej i kosztownej rehabilitacji, na którą będzie zorganizowana zbiórka pieniędzy przez rodzinę i przyjaciół - informuje portal Kulturalne Zawiercie.
Sprawa ma swój ciąg dalszy. Rodzina zgłosiła sprawę do Prokuratury Rejonowej w Zawierciu, prowadzone jest śledztwo w tej sprawie.
Również szpital podejmuje działania wyjaśniające. - Powołano zespół roboczy, który będzie wyjaśniał okoliczności tej sprawy - tak brzmi lakoniczny komunikat rzecznika szpitala Marcina Wojciechowskiego.
Wydarzenia z nocy z 10 na 11 marca to nie jedyna bulwersująca kwestia w tej sprawie. Szpital z Zawiercia nie chciał przekazać dokumentacji dotyczącej choroby Pauliny. Wedle relacji Damiana, przedstawiciele placówki z Katowic zostali "zbesztani" przez swoich rozmówców z zawierciańskiego szpitala. Chodziło o brak upoważnienia do otrzymania dokumentów. Rodzina jeździła do szpitala w Zawierciu przez tydzień w tej sprawie. Dopiero interwencja u dyrektora placówki poskutkowała otrzymaniem dokumentów.
To jednak nie koniec listy skarg pod adresem zawierciańskiego SOR - mieszkańcy miasta zgłaszają uwagi na temat pracy miejscowych lekarzy, ze szczegółami opisując swoje przypadki na grupie użytkowników jednego z portali społecznościowych, która liczy już przeszło 1000 członków . Niektórzy z nich używają mocnych słów - z "umieralnią" na czele. Do sprawy będziemy jeszcze wracać.