Robert P. mieszkał ze swoją żoną i matką przy ul. Walewskiej. Między nim, a 84- latką nie układało się już od dłuższego czasu. Pani Krystyna miała problemy z poruszaniem się. I to właśnie z tego powodu bardzo często dochodziło między nimi do sprzeczek. W końcu mężczyźnie puściły nerwy, upił się i ją udusił. Po okrutnym mordzie wyszedł z mieszkania i postanowił oddać się w ręce policji. Wbiegł na komendę przy ul. Grenadierów. - Zabiłem własną matkę, udusiłem ją – wykrzyczał do pełniącego dyżur policjanta. Funkcjonariusze natychmiast udali się pod wskazany adres.
Polecany artykuł:
W mieszkaniu na pierwszym piętrze znaleźli zwłoki 85-letniej Krystyny P. i powiadomili dyżurnego. Funkcjonariusz straży miejskiej od razu został zatrzymany. Wydmuchał ponad promil alkoholu. Sprawą zajęła się prokuratura. Strażnik nie poniósł jednak odpowiedzialności. Biegli orzekli, iż jest niepoczytalny i śledztwo w sprawie zostało umorzone. Mężczyzna trafił do ośrodka zamkniętego, gdzie przebywa od marca 2013 roku. Robert P. był starszym inspektorem w stołecznej straży miejskiej. Jak twierdzą sąsiedzi byli normalną i spokojną rodziną.