- Niestety potwierdzam tę smutną informację - potwierdziła nam rzeczniczka Muzeum Powstania Warszawskiego Anna Kotonowicz. Zbigniew Galperyn miał 92 lata. Ostatnio mniej udzielał się w Związku Powstańców. Objął w nim przewodzenie, gdy umarł gen. Zbigniew Ścibor-Rylski. Ale Galperyn też już ostatnio był coraz słabszy i schorowany. - Chyba nie zmarnowałem życia... było równie ciekawe jak doświadczenia płynące z Powstania Warszawskiego - mówił "Super Expressowi" trzy lata temu. W tym roku nie było go na obchodach powstańczych. Zbigniew Galperyn wstąpił do Szarych Szeregów w 1942 roku. Rok później już był w AK. Na początku 1944 przeszedł przeszkolenie wojskowe i złożył przysięgę wojskową. W Powstaniu Warszawskich był strzelcem w Batalionie Chrobry I. Za żołnierskie dokonania otrzymał Krzyż Walecznych jako jeden z najmłodszych żołnierzy AK wyróżnionych tym odznaczeniem. Uczestniczył w walkach na Woli, w Śródmieściu i na Starym Mieście. 24 sierpnia został ciężko ranny w Pasażu Simonsa. Warszawę opuścił wraz z rannymi na początku września. Po wojnie studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim, pracował jako ekonomista, ale był też w Towarzystwie Urbanistów Polskich, był zatrudniony m.in. przy odbudowywaniu Skopje po trzęsieniu ziemi w 1963. W latach 1982–1989 był pracownikiem Ministerstwa Ochrony Środowiska. A w ostatnich latach kierował Związkiem Powstańców Warszawskich.
O śmierci Zbigniewa Galperyna poinformował też prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.
- Mam żal, że nikt nie zabrał mnie ze Starówki. Koledzy mnie tam zostawili jak wycofywali się kanałami do Śródmieścia... - wspominał. Ale dodawał, że miał dużo szczęścia. - Trafiłem do kościoła św. Jacka. Pamiętam, że leżałem pod ołtarzem. Trzy stopnie wyżej dogorywał inny ranny. Strasznie jęczał, a akustyka powodowała, że był to dźwięk, którego nie byłem w stanie znieść. Miałem ranne obie nogi, nie miałem się jak ruszyć. W oknach widziałem łuny i pulsujące ognie palących się domów. Błagałem, żeby mnie stamtąd zabrali… Przenieśli mnie na zakrystię. Chwilę później w kościół trafiły bomby z opóźnionym zapłonem. Przebijały sufit i wybuchały na posadzce w kościele. Wszyscy, którzy tam byli, zostali porozrywani na drobne strzępy. Ile ja miałem szczęścia, że mnie przenieśli... - opowiadał „Super Expressowi” Zbigniew Galperyn trzy lata temu. Zapytany czy żałuje czegoś odpowiedział: - Chyba nie zmarnowałem życia... było równie ciekawe jak doświadczenia płynące z Powstania Warszawskiego.
Tak zmarłego Powstańca pożegnało Muzeum Powstania Warszawskiego