Strażacy ze specjalistycznym sprzętem, policyjni negocjatorzy i karetki pogotowia. W sobotę rano stołeczne służby zostały postawione na równe nogi. Przypadkowy przechodzień zadzwonił parę minut po godz. 8 rano na numer ratunkowy. - Jakiś mężczyzna chodzi po kotłowni przy szpitalu na ul. Szaserów. Możliwe, że chce skoczyć - informował świadek. Na miejsce natychmiast pomknęły policyjne i strażackie wozy.
- Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, młody mężczyzna rzeczywiście spacerował sobie po platformie okalającej komin. Myśleliśmy, że chce popełnić samobójstwo - opowiada jeden ze strażaków, który brał udział w akcji ratowniczej. Potem, gdy zaczął się rozbierać i popijać z butelki, było jasne, że jest pijany - dodaje strażak.
Z relacji świadków wynika, że 26-latek to pracownik techniczny szpitala. Ponieważ nie było wiadomo, jak zachowa się mężczyzna, na miejscu zjawili się policyjni negocjatorzy. W pewnym momencie jednak strażacy zauważyli, że mężczyzna leży bez ruchu. Zmęczony spacerowaniem na świeżym powietrzu i wypitym alkoholem po prostu... usnął. Błyskawicznie do akcji wkroczyli strażacy.
- Grupa wysokościowa założyła mężczyźnie specjalną uprząż, przypięła go do ratownika i na linie spuściła na ziemię - relacjonuje kpt. Michał Gigoła ze stołecznej straży.
Kiedy 26-latek znalazł się na dole, okazało się, że ma we krwi 3 promile alkoholu.
- Na razie nie wiadomo, dlaczego mężczyzna wszedł na komin. Szczegóły będziemy mogli ustalić, gdy wytrzeźwieje - tłumaczy asp. Iwona Jurkiewicz z policji.