Nabożeństwo żałobne w parafii pw. św. Floriana w Krysku pod Płońskiem rozpoczęło się o godz. 14. Wiejski kościółek pękał w szwach i nie był w stanie pomieścić tłumów, jakie przybyły by odprowadzić Milanka w jego ostatniej drodze. Część wiernych stała więc przed świątynia. Wśród zgromadzonych byli strażnicy miejscy i strażacy. Część z zebranych przyniosło pluszowe misie, które Milanek tak bardzo lubił.
Ksiądz rozpoczął od zacytowania trenu Jana Kochanowskiego: „Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim…”. - Milanie, nie stałeś się aniołkiem. Jesteś małym dzieckiem, które spogląda w oblicze Boga. Wstaw się za nami u niego – dodał kapłan. Z oczu tłumnie zebranych w wiejskim kościółku św. Floriana w Krysku pod Płońskiem popłynęły łzy. - To miał być radosny, rodzinny Poniedziałek Wielkanocny. Bóg postanowił inaczej – mówił ksiądz, nawiązując do dnia tragicznej śmierci półtorarocznego chłopczyka.
Rozdzierające serce sceny nad grobem
Po mszy kondukt żałobników ruszył za białą trumienką na pobliski cmentarz. Zgromadzeni nad grobem bliscy nie mogli powstrzymać łez. Druhna Ochotniczej Straży Pożarnej odczytała list, który przygotowała zrozpaczona matka Milana, Anita. - Milanku mój mały Aniołeczku. Twoja mama napisała list na Twoje pożegnanie. Nie może tu być dzisiaj z Tobą, więc przeczytam go w jej imieniu: "Byłeś moim promyczkiem. Wszyscy się kiedyś razem spotkamy - ja, Ty, tata i Natanek. Czuwaj nade mną i braciszkiem" – po tych słowach na wiejskim cmentarzu rozległ się rozpaczliwy szloch. Płakali wszyscy, nawet kapłani byli bardzo poruszeni.
Gdy opuszczano białą trumienkę do zimnej mogiły, rozległ się dźwięk trąbki, a podmuch wiatru porwał i uniósł przyniesiony przez kogoś pęk białych balonów. - Oby nigdy więcej nie doszło do tak wielkiej tragedii – podsumował ksiądz proboszcz.
Sprawę śmierci Milanka wyjaśni prokuratura
Według biegłych powołanych przez prokuraturę płyta miała wady konstrukcyjnie. Trwa prokuratorskie śledztwo, które ma wyjaśnić tę tragedię.