W podstawówce nr 52 przy ul. Samarytanki 11A było za ciasno, więc dyrekcja szkoły i władze dzielnicy zdecydowały o ulokowaniu pierwszoklasistów w baraku dawnego PGR-u na Bródnie. To nie do końca spodobało się rodzicom, o czym pisaliśmy w „Super Expressie” na początku września. Ale i oni i maluchy zdążyli się już przyzwyczaić do siermiężnych warunków gdy… placówce przy ul. Św. Wincentego przyjrzał się sanepid. I ją zamknął! Bo m.in. pomieszczenia były za niskie, zła wentylacja i niezabezpieczone kaloryfery.
- Decyzja Powiatowego Inspektora Sanitarnego m.st. Warszawy pozostaje w mocy do czasu usunięcia stwierdzonych w czasie kontroli nieprawidłowości sanitarno-technicznych – mówi nam Joanna Narożniak, rzecznik wojewódzkiego inspektora sanitarnego w Warszawie.
W efekcie pierwszoklasiści od kilku dni nie zaczynają już lekcji o godz. 8.20, tylko nawet przed godz. 14, a kończą o 17. - Raz wnuczek idzie na rano do szkoły, innym razem zaczyna lekcje o godz. 13.45. Gdyby nie ja, siedziałby w świetlicy chyba całymi dniami, bo nie miałby go kto odebrać – mówi Katarzyna Stasiak (62l.), babcia Dawida, pierwszoklasisty z SP nr 52.
- Tu maluchy były same, bez starszych uczniów. Był plac zabaw i spokojna, cicha okolica. A teraz cisną się jak sardynki – dodaje Ryszard Ćwik (69 l.) dziadek siedmioletniego Remigiusza.
Niewykluczone, ze za kilka tygodni pierwszaki znów przeniosą się do popegeerowskiego baraku, ale termin na razie nie jest znany. - Prowadzimy negocjacje z sanepidem, żeby było to najszybciej – stwierdza dyrektor SP nr 52.