Przyznaje, że o mały włos spóźniłaby się na godzinę „W”. - Tramwaj, którym miałam dojechać na miejsce zbiórki, nagle stanął a motorniczy powiedział, że dalej nie jedziemy. Biegłam co tchu, aż spotkałam chłopaka z rowerem. „Wskakuj na ramę. Podwiozę cię”, zaproponował.
Radosne chwile w powstaniu nie trwały długo. Ona walczyła m.in. na Woli, Starym Mieście, Czerniakowie. Jak wspomina, najcięższe walki toczyły się na ul. Stawki. To właśnie tam doszło do jednego z najbardziej dramatycznych epizodów w trakcie całych walk powstańczych z udziałem sanitariuszki. W pamięci zostały jej dramatyczne obrazy: - Widok jednego z rannych był jak symbol powstania. Jego plecy… rozpłatane na pół, pośrodku krwawych czerwonych połówek biały kręgosłup… - Sławka delikatnie ociera łzy.
W tym czasie po jej mieszkaniu krząta się mężczyzna. Podaje herbatę, odbiera telefon. To Remigiusz Stefani (53 l.), wolontariusz przy Muzeum Powstania Warszawskiego od 3 lat. Są jak matka z synem. Swoją znajomość nazywają miłością od pierwszego wejrzenia. - Jestem wnukiem powstańca. Dziadka nigdy nie poznałem. Przyjaźń z panią Haliną to dla mnie największe wyróżnienie. Lepsze niż ordery – wyznaje Remek Stefani.
Polecany artykuł:
Ta przyjaźń zaczęła się od wożenia pani Haliny na spotkania związane z muzeum. Teraz Remek jest jej sekretarzem. I ma wiele okazji, by słuchać powstańczych opowieści. - Pomaga mi we wszystkim. Jest przy mnie każdego dnia. Gdy złamałam nogę, opiekował się mną. I to są te wartości, które były i będą zawsze ważne: przyjaźń, miłość. Młodzi ludzie powinni o tym pamiętać – zwraca uwagę Halina Jędrzejewska.