Gdyby to warszawiacy decydowali o przyznaniu mandatów, oprócz tych trzech partii swoich posłów do Brukseli wysłaliby też Kongres Nowej Prawicy i Europa Plus Twój Ruch. Te komitety również przekroczyły 5-procentowy próg poparcia. Jednak - ponieważ liczy się wynik ogólnopolski - europosłami z Warszawy zostaną Danuta Hübner i Michał Boni z PO, Zdzisław Krasnodębski i Marek Jurek z PiS oraz dotąd szerzej nieznany emeryt, były działacz UPR, mieszkaniec Kaszub Michał Marusik z KNP.
Przeczytaj: Janusz Morwin-Mikke będzie rozrabiał w Brukseli tylko przez 1,5 roku?
Z Mazowsza do Brukseli pojedzie jako nowicjuszka Julia Pitera z PO i doświadczeni europosłowie Zbigniew Kuźmiuk z PiS i Jarosław Kalinowski z PSL. Wielcy przegrani w stolicy to na pewno politycy lewicy: poseł Ryszard Kalisz, który zamierza porażkę przekuć w sukces i powalczyć jesienią o prezydenturę stolicy, oraz dotychczasowy eurodeputowany Wojciech Olejniczak, który nie zdołał przyciągnąć na listę SLD tylu głosów, by liczyły się w podziale mandatów. Na najwyższych stanowiskach w regionie pozostaną też wojewoda Jacek Kozłowski (PO) i marszałek Mazowsza Adam Struzik (PSL). Obaj startowali z drugich pozycji na swoich listach, a mandat brały tylko "jedynki".
W samorządzie stolicy pozostaną też wszyscy startujący do PE radni miasta - Jarosław Krajewski z PiS, Krystian Legierski i Alicja Tysiąc z SLD.
Dla warszawskich polityków niedzielne wybory były sondażem przed jesiennymi wyborami samorządowymi. - I dla nas ten sprawdzian wypada optymistycznie. Gdyby jesienią udało się powtórzyć ten wynik, w Radzie Warszawy Platforma wzięłaby trzy czwarte mandatów. I nadal mogłaby rządzić samodzielnie - słyszymy od polityków PO.