W obszernej rozmowie z magazynem "Wprost" Doda została zapytana, czy podoba się jej rola polskiej matki Teresy. Artystka zareagowała w swoim stylu, odpowiadając:
- Nie gram roli matki Teresy. Ja po prostu chcę uratować życie swojemu narzeczonemu i przy okazji wykorzystać to, że jestem popularna i uratować życie innym ludziom. To wszystko. Nie jestem żadną matką Teresą. Nadal jestem wyuzdana, prowokacyjna i nadal jestem skandalistką. Ale jedno nie wyklucza drugiego.
Przeczytaj koniecznie: Doda leczy Nergala pomidorówką
Doda wyznała też, że zdarzały się jej chwile słabości. Wtedy nie było miejsca na pozorowaną siłę, były łzy.
- Na samym początku bardzo często, ale on tego nie widział, bo to by mu wcale nie pomogło. A mnie po prostu nagle dusiło w klatce i musiałam płakać. Patrzyłam na niego, jak miał dwa litry wody w płucach, wychodziła z tych płuc wielka rura, oddychał z trudnością, dusił się właściwie. I wtedy wychodziłam z pokoju i sobie płakałam. Zresztą na początku płakaliśmy razem parę razy. Ale nie tak, że gil do pasa i się zanosisz szlochem, tylko raczej symbolicznie.