O synu gwiazdora "M jak miłość" zrobiło się ostatnio głośno za sprawą wstrząsającego wyznania. Wojtek Friedmann przyznał się do alkoholizmu, a nałóg do tego stopnia przejął nad nim kontrolę, że stoczył się na samo dno. Syn Stefana Friedmanna pochwalił się też, że właśnie mija 5 lat, od kiedy żyje w trzeźwości. Ze szczegółami ujawnił kulisy tego, co działo się z nim, kiedy pił na umór każdego dnia. Zdecydował się publicznie opowiedzieć o tym, do czego doprowadził go nałóg, ponieważ jest to elementem jego terapii w walce z alkoholizmem. Swoje wstrząsające wyznanie zakończył ważnym apelem do fanów.
- Właśnie mija 5 lat od dnia kiedy ostatni raz piłem alkohol. Nie.... To nie dobre określenie. Nie piłem. Chlałem. Nap******ałem każdą ilość bez względu na okoliczności. Porę dnia. Stan emocjonalny czy możliwości finansowe. Często byłem pijany trzy lub cztery razy w ciągu doby. Spałem na klatkach. Na chodniku. Na przystankowych ławkach. Nie miałem umiaru bo jestem chory. Jestem nałogowcem. Jestem bezsilny wobec alkoholu. Nie pamiętam całych miesięcy swojego życia. Jedynie mocno autodestrukcyjne epizody. Proszę nie mieć mi za złe, że czasami nie pamiętam czy znamy się z Openera czy z Tindera. Nie pamiętam czy wiszę komuś kaszel, przysługę czy bluzę którą pożyczyłem żeby nie zamarznąć a pogoniłem chwilę później za dwa żubry. Można teraz przypominać. Luźna guma.Dziś mam inne życie. Takie sobie wymyśliłem pięć lat temu na odwyku w szpitalu psychiatrycznym. Dziś dbam o siebie i o kontakt z innymi niepijącymi alkoholikami. Należę do wspólnoty AA. Nigdy nie wyzdrowieję ale tylko ode mnie zależy czy wrócę do chlania. Jeżeli masz problem z piciem czy ćpaniem zawsze możesz mnie zapytać jak sobie radzę z uzależnieniem oraz gdzie uzyskałem pomoc. Ten post napisałem ponieważ tzw niesienie posłania jest elementem mojego zdrowienia - napisał Wojtek Friedmann.