Aktor zdradza "Super Expressowi", dlaczego nie gra już w filmie i kto jest jego największym przyjacielem.
- Dlaczego tak rzadko pojawia się pan teraz na ekranach kin, telewizorów? Jeśli już, to są to powtórki.
- Bo nie ma dobrych scenariuszy. Czytam ich dosyć dużo, co najmniej
4 rocznie. Kiedyś dostałem piękny, mądry scenariusz "Zgredy". Mieliśmy z reżyserem kilkanaście spotkań, ustaliliśmy obsadę. Miał zagrać Gustaw Holoubek (85 l.), Bronisław Pawlik (76 l.), Janek Kobuszewski (76 l.) i ja. A po dwóch miesiącach mam telefon: "Marian, niestety nie ma pieniędzy".
- A seriale?
- Nie chcę w nich grać, z różnych powodów. Te role mi nie odpowiadają. I jak mówię, producenci tych telenowel nie mają dla mnie pieniędzy. Inni moi koledzy pracują tam, przepraszam, za grosze. Może jak jest 1000 odcinków, to w ciągu tych paru lat się parę groszy uzbiera, ale ja nie mam czasu. Ja muszę już, już, natychmiast, bo mam duże wydatki.
- Nie chciałby pan zagrać w reklamie?
- Dostaję propozycje i chętnie bym zagrał, ale żądam takich pieniędzy, że nikt nie może temu sprostać. Mój kolega Marek Kondrat (60 l.) mówi, że z tej półki trzeba brać największą stawkę... A ja chciałbym dostać tyle, że pół miasta mógłbym kupić... Bardzo chciałbym zagrać w reklamie.
- W książce, która ukaże się w lutym, wiele miejsca poświęcił pan żonie. Mówi pan o niej, że to jedyny pana przyjaciel.
- Gdyby nie Grażyna, to bym nie żył. To znaczy chyba wszystko. Ona o wszystko dba. Ona dba, żebym się nie roztył, ona dba, żebym się nie rozpił. Całe życie walczy z moimi papierochami... Ona jest moim cenzorem najlepszym, ona mi mówi, co sknociłem, ona mówi mi, co zagrałem dobrze. Ja jej słucham, we wszystkim jej słucham, no w domu nie za bardzo... Ona pochłania książki, należy do dwóch bibliotek, i mówi: "A ty gamoniu nic nie czytasz, tylko rozwiązujesz krzyżówki". A ja przy krzyżówkach odpoczywam, relaksuję się...