„Wiem, że niektórych z Państwa to zaskoczy, ale ja zawsze pierwszy do zgody. Uzgodniłem z Prezydentem Dudą, że w zamian za podpisanie wszystkich nominacji ambasadorskich, po zakończeniu kadencji przyjmie stanowisko Ambasadora RP w Watykanie” – napisał Sikorski w porannej publikacji.
„Watykan Deal” czy polityczna satyra?
Choć data publikacji nie pozostawia złudzeń, wielu komentujących przez chwilę wstrzymało oddech. Napięcia między Kancelarią Prezydenta a MSZ od miesięcy skutkowały blokadą części nominacji ambasadorskich. Radosław Sikorski od dawna apelował o ich podpisanie, podkreślając, że sprawy dyplomatyczne wymagają stabilności, nie politycznej gry.
Giertych tajemniczo: „Poseł PiS skorzystał z Małego świadka koronnego”
Z tego powodu wpis wydał się aż nazbyt realistyczny, by być tylko żartem. Jak zauważali internauci, w tej ironii ukryta została celna diagnoza rzeczywistości: kompromis z prezydentem nie musi być niemożliwy – nawet jeśli miałby wymagać nominacji w Watykanie.
Wpis Sikorskiego stał się błyskawicznie viralowy – zyskując dziesiątki tysięcy wyświetleń i komentarzy, zarówno rozbawionych, jak i zdezorientowanych.
Napięcia wygaszone… na jeden dzień?
Czy to oznacza koniec sporu o nominacje ambasadorskie? Oczywiście, że nie. Ale pomysł z Andrzejem Dudą jako ambasadorem w Watykanie z pewnością rozbudził wyobraźnię opinii publicznej. Kto wie, być może Prima Aprilis 2025 przejdzie do historii jako dzień, w którym polska dyplomacja zażartowała z siebie samej – z klasą.
Choć sam Andrzej Duda nie odniósł się do wpisu, w sieci rozpętała się burza spekulacji, memów i politycznych aluzji. Nie zabrakło także głosów twierdzących, że Watykan to „najbardziej dyplomatyczne zesłanie, jakie można sobie wyobrazić”, inni pisali: „lepsze to niż Bruksela albo Waszyngton”.
Mimo że wpis był żartem z okazji Prima Aprilis, to przy okazji celnie trafił w poważny spór o politykę zagraniczną państwa. I być może właśnie dlatego tak mocno wybrzmiał.
Poniżej galeria zdjeć: Andrzej Duda w ONZ.
