Jeden z 'bombiarzy", Mikołaj G. był już wcześniej notowany za przestępstwa narkotykowe. Drugi - Adam K. pracował jako menadżer w kilku dużych korporacjach. Być może to on był mózgiem całej operacji. Obaj zatrzymani są mieszkańcami Gdyni i mają po 39 lat. Policja nie wyklucza jednak, że mogli działać w większej grupie. W areszcie posiedzą na razie przez 3 miesiące.
Przy zatrzymanych zabezpieczono liczne dowody przestępstwa, które jednoznacznie wskazują na ich winę. m. in. laptopy, telefony komórkowe, karty sim, ale również elementy garderoby i kamuflażu (peruki, maski), w których mężczyźni popełniali przestępstwa.
Mężczyźni podkładali domowej roboty ładunki. Eksplodowały one w centrach IKEA w Belgii, Holandii, Francji, Niemczech i Czechach; na szczęście nikt nie został ranny. Po podłożeniu ostatniej z bomb - w Pradze - sprawcy zażądali od firmy okupu w wysokości 6 mln euro.
W razie zwłoki w wypłaceniu pieniędzy grozili kolejnymi wybuchami. Jak podkreślają policjanci, szantażyści byli doskonale zorganizowani i bardzo biegli w wykorzystaniu elektronicznych gadżetów do swych przestępstw. Bomby ich konstrukcji, mimo że słabe, mogły śmiertelnie ranić przechodzących nieopodal ludzi.
Jak zapewniła policja, zatrzymali na terenie województwa kujawsko-pomorskiego Adam K. i Mikołaj G. mieli poważne problemy finansowe i dlatego podkładali bomby i szantażowali kierownictwo hipermarketów. Unikali jednak Polski, by nie padło na nich podejrzenie.