O zamknięciu w więzieniu ubezwłasnowolnionego Arkadiusza K. (43 l.) za to, że nie zapłacił grzywny za kradzież batonika, huczała w ubiegłym roku cała Polska. Głośnym echem odbił się również gest Krzysztofa Olkowicza, który sprawił, że do więziennej kasy wpłynęła część grzywny i skazany wyszedł na wolność. Brakującą kwotę zapłacił na polecenie dyrektora jego pracownik. Problem w tym, że według prawa mogła to zrobić tylko rodzina więźnia. Może sprawa rozeszłaby się po kościach, gdyby nie donos, który dotarł do departamentu wykroczeń przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Urzędnicy skierowali doniesienie na policję, a ta przekazała wniosek o ukaranie dyrektora do Sądu Rejonowego w Koszalinie.
Przeczytaj też: Zamknęli chorego za kradzież wafelka
Wczoraj sędzia Anna Sikorska-Obtułowicz uznała, że dyrektor jest winny nakłonienia swojego pracownika do wpłaty w kasie więzienia 40 zł, do czego nie miał uprawnień. Jednocześnie ze względu na szczególne okoliczności tego czynu odstąpiła od wymierzenia kary. A w/grę wchodziła grzywna do 5 tys. zł, a nawet areszt. Jednak taki wyrok nie satysfakcjonuje dyrektora Olkowicza. - Nie czuję się winny, prawdopodobnie będę składał apelację - oznajmił.