To była jedna z największych katastrof kolejowych w Polsce. Można było jej uniknąć, bo szlak kolejowy wyposażony był w nowoczesne systemy bezpieczeństwa. Zawiedli jednak ludzie. Nocą 3 marca 2012 r. po tym samym torze w miejscowości Chałupki pod Szczekocinami niedaleko Zawiercia pędziły naprzeciw siebie dwa pociągi - "Matejko" oraz "Brzechwa". Dlaczego? Bo Andrzej N., dyżurny ruchu z posterunku w Starzynach, nie przestawił zwrotnicy, a Jolanta S. z posterunku w Sprowie nie skorygowała tego błędu.
Śledztwo w sprawie masakry na torach, w której zginęło 16 osób, a 170 zostało rannych, trwało trzy lata, a sądowy proces kolejarzy - półtora roku. Ujawnił serię tragicznych pomyłek, a nawet niechlujstwo dyżurnych ruchu. Wczoraj sędzia Jarosław Poch wskazał głównego winowajcę. - To Andrzej N. wysłał pociąg na tor, którym miał nadjechać inny pociąg, potem zaniechał jego obserwacji na swoim pulpicie - wyliczał. Z kolei Jolanta S. nie miała wymaganej autoryzacji do pracy na nowoczesnym sprzęcie, a na jej posterunku brakowało wielu niezbędnych dokumentów. Wyrok 4 lat więzienia dla Andrzeja N. i 2,5 roku dla Jolanty S. nie jest prawomocny.