Wydział oświaty w Koninie zainteresował się tą sprawą, ale tak naprawdę problem odpowiedniego ubioru dotyczy wszystkich szkół. Stosowność jest jednak pojęciem pojmowanym dość ogólnie, więc i określenie granic ubioru będzie ciężkim zadaniem.
Jak Holokaust, to bez widocznego biustu
- Nie może być tak, że nauczycielka historii mówi o Holocauście w spódniczce mini i z wyciętym dekoltem - mówi w wywiadzie dla portalu gniezno.naszemiasto.pl Urszula Miłosz-Michalkiewicz, kierownik Wydziału Oświaty w konińskim magistracie.
Urzędniczka zapowiada również, że nie zamierza tolerować wydekoltowanych bluzek na cienkich ramiączkach, zwiewnych bluzek bez bielizny pod nimi, odkrytego brzucha oraz prześwitujących spodni czy sukienek.
- Nie chciałabym mówić pedagogom, co to znaczy stosowny ubiór, ale dotarły do mnie informacje, że różnie z tym bywa. Zależy mi na tym, żeby dyrektorzy zwracali uwagę nie tylko na swój strój, ale także na to, w jakim przychodzą do pracy ich podwładni - wyjaśnia Urszula Miłosz-Michalkiewicz.
Kierownik Wydziału Oświaty twierdzi, że ubranie musi podkreślać prestiż tego zawodu. A podobno z tym są problemy.
- Czasami młode nauczycielki nieświadome konsekwencji ubiorą zbyt obcisłe dżinsy czy bluzkę i narażają się na niepotrzebne komentarze. Okazuje się bowiem, że młode nauczycielki strojem czasami nazbyt przyciągają wzrok uczniów i są przez nich podrywane. Z tego tytułu może dojść nawet do problemów wychowawczych w klasie. Uczniów nie można szokować ani prowokować - dodaje Urszula Miłosz-Michalkiewicz.