Spotykamy się na cmentarzu, przy grobie Magdy. To wypieszczona mogiła. Stale palą się na niej światła, leżą świeże kwiaty. - Jutro miną równo dwa lata od śmierci Madzi, a my przez brak jakichkolwiek postępów w śledztwie nie możemy nawet zakończyć żałoby – mówią państwo Żukowie. Są zdesperowani. - Składaliśmy wnioski, żeby w końcu zwolnili nas z tajemnicy śledztwa. Nic to nie dało. Nic nie dały oficjalne skargi na prokuraturę. Dlatego uznałam, że dość milczenia – dodaje pani Elżbieta.
Podkreśla, że śledczy mieli dwa lata, żeby rozwikłać tajemnicę śmierci córki. - I co zrobili? Nic! Pojawiały się tylko informacje, że niby Magda była chora psychicznie. Jeśli była, to dlaczego nie umorzyli śledztwa? Dlaczego nie stwierdzą, że Magda cierpiała na jakieś zaburzenia i dlatego popełniła samobójstwo? - pyta. I po chwili sama odpowiada, że śledczy nie mogą tego zrobić, bo nie ma na to żadnych dowodów.
- A poza tym, gdyby prokuratura umorzyła śledztwo, my działalibyśmy dalej. Mając pełny dostęp do wszystkich dokumentów zebranych w trakcie dochodzenia, wyjaśnilibyśmy, co stało się w Egipcie. A coś na pewno się stało. Moja córka była pod wpływem środków odurzających. Tak wynika z egipskiego raportu wykonanego po sekcji zwłok. A fakt ten jest ukrywany przez śledczych. Polska prokuratura zabroniła nam o tym mówić, grożąc odpowiedzialnością karną - mówi pani Elżbieta.
Prokuratura nie chce wypowiadać się na temat rewelacji ujawnionych przez matkę Magdy Żuk. Faktem jest natomiast, że od wielu miesięcy mediom nie została udzielona żadna nowa informacja na temat jakichkolwiek postępów w śledztwie.