Mieszkali w Brzegu na Opolszczyźnie. Żyli dostatnio, bo on dobrze zarabiał w prywatnej firmie, i wydawało się, że niczego im do szczęścia nie brakuje. No, może tylko dziecka, o które bezskutecznie się starali. Nieporozumienia? Zdarzały się, jak w każdej rodzinie. Generalnie - zero powodów do rozwodu. Tyle że Jarosław, o dziewięć lat starszy od swojej żony, był o nią zazdrosny. I z tej zazdrości lubił wiedzieć, czym Aneta się zajmuje.
- Najpierw zorientowałem się, że w ukryciu pisze SMS-y. Twierdziła, że do koleżanki. Ale nie chciała mi pokazać treści. Potem zobaczyłem, że jeździ gdzieś samochodem. Mówiła, że do znajomej, blisko domu, ale licznik w aucie pokazywał, że zrobiła prawie 200 kilometrów - opowiadał sądowi.
Kolejną poszlaką były seksowne majteczki, które znalazł w szafie. Aneta nigdy ich przy nim nie nosiła. Przekonywała, że to stara bielizna, ale on sprawdził, że pochodziły z najnowszej kolekcji. Wtedy był już pewny, że żona go zdradza. Zażądał, aby zostawiła kochanka. - Nie chciałem, żeby nasze małżeństwo się rozpadło. Kochałem Anetę - uzasadnia.
Tego wieczoru zgwałcił żonę. Tak twierdzi prokuratura. Bo on stanowczo zaprzecza. - Nie użyłem przemocy - mówi. I to jedyna kwestia, która dzieli oskarżyciela i oskarżonego. Bo do zabójstwa Jarosław S. się przyznał. Gdy któregoś dnia Aneta powiedziała mu, że odchodzi, rzucił ją na łóżko. - Jedną ręką zakryłem jej usta, drugą zacząłem ją dusić - wyznał sądowi.
Po zbrodni sam zgłosił się na policję. Za kratami może spędzić resztę swoich dni. No chyba że sąd uzna, że zamordował Anetę w afekcie.
Zobacz: Matka zamordowanego Mariusza: Mój syn zginął przez miłość