Na miejsce natychmiast zjechała się straż pożarna z całego Górnego Śląska. Kilkadziesiąt zastępów toczyło walkę z ogniem. W każdej chwili zbiornik mógł eksplodować.
- Zarządziliśmy ewakuację wszystkich mieszkańców okolicznych domów. Jeśli nie daj Boże zbiornik wybuchnie, pole rażenia będzie sięgać nawet 200 metrów - mówił Marek Borkowski (46 l.), dowódca akcji ze śląskiej straży pożarnej. - Życie wielu ludzi może być zagrożone. Musimy działać jak najszybciej - alarmował.
Ponad stu strażaków polewało palący się zbiornik z gazem, aby jak najbardziej go schłodzić. Zaledwie metr od niego stał drugi zbiornik, w którym było aż 4,5 tony tego samego gazu.
To cud, że nikt nie zginął. W wyniku pożaru lekkich ran doznał jeden z pracowników stacji. Policja i prokuratura badają przyczyny rozszczelnienia zbiornika.