"Super Express": - Co pan sobie myślał, gdy dwa lata temu powoływana była komisja do sprawy śmierci Krzysztofa Olewnika?
Piotr Pytlakowski: - Miałem dwojakie uczucie. Byłem sceptyczny, jeśli chodzi o oczekiwania, że komisja zastąpi prokuraturę, że wypełni jakąś lukę w wiedzy na temat tej sprawy i wskaże tych mitycznych, nieznanych sprawców, o których mówili państwo Olewnikowie. Ale pozytywne było to, że jej szefem został Marek Biernacki. Wiedziałem, że jego celem będzie ukazanie niedostatków pracy operacyjnej, czyli złych przepisów, które normują pracę policji. I że może będzie to przydatne przy konstruowaniu ustawy o pracy operacyjnej. W tym zakresie komisja mnie nie zawiodła.
- Jak komisja wypada na tle innych?
- Wyróżniała się ewidentnie na plus tym, że była apolityczna. Nie było tam typowych dla pozostałych komisji kłótni partyjnych i niesmacznych scen.
- Wstępna wersja raportu zwraca głównie uwagę na błędy, jakich miały się dopuścić policja i prokuratura. To dla pana nowość?
- To nie są ustalenia raportu, lecz wiedza, którą mieliśmy, zanim komisja zaczęła działać. Wcześniej pisali o tym dziennikarze zajmujący się sprawą - wytykali niekompetencję, błędy i brak współpracy między policją i prokuraturą. Wolałbym jednak wypowiadać się w oparciu o ostateczną wersję. Na razie mamy tylko wstępny projekt, który do mojej wiedzy nie wniósł nic nowego.
- To po co była ta komisja?
- Może miała spełnić rolę bicza na sumienia przyszłych śledczych. Może będą mieli gdzieś z tyłu głowy, że błędy przez nich popełnione mogą zostać kiedyś wyciągnięte na światło dzienne, bo komisja publicznie je roztrząsała. Że mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności i stracić poczucie anonimowości. Natomiast do prawdy o śmierci Olewnika nas nie przybliżyła, ale też nie dysponowała takimi narzędziami.
- Dysponuje nimi prokuratura w Gdańsku.
- Ale i ona nas nie przybliży do pełnej prawdy. Może dlatego, że sprawa jest tak skomplikowana i odległa w czasie, a pamięć ludzka jest zawodna.
- Czyli wątpi pan, by tajemnica śmierci Olewnika została kiedyś wyjaśniona?
- Większa jej część już jest wyjaśniona. Proces sprawców porwania odbył się i zostali oni skazani. Niestety, dziś słyszymy o kolejnych tajemniczych wątkach, kolejnej ekshumacji ciała ofiary, która zresztą nic nie wniosła, oprócz tego, że w świat poszła wiadomość, że pochowano kogoś innego - te wszystkie hucpiarskie elementy i pseudosensacje bazują tylko na ludzkich emocjach.
Przeczytaj koniecznie: Sprawa Krzysztofa Olewnika: Mafia wieszała więźniów?
- Które więc pytania wciąż pozostają otwarte?
- Główne pytanie brzmi: Dlaczego tak długo rodzina porwanego, mając do tego możliwości, nie zapłaciła okupu i przedłużała sprawę? Dlaczego sprawcy wbrew praktyce towarzyszącej porwaniom na całym świecie tak długo przetrzymywali ofiarę żywą? Wciąż nie wiemy, czy istniały jakieś lokalne układy biznesowe, ale o nich nawet rodzina ofiary nigdy nie powie całej prawdy, bo to może zaszkodzić jej wizerunkowi, a inni świadkowie już nie żyją.
Piotr Pytlakowski
Publicysta tygodnika "Polityka"