Było gorąco. Na oddziale onkologii położonym na IV piętrze pojawił się dym. Paliło się w brudowniku, a ogień szybko się rozprzestrzeniał. Ewakuacja 20 pacjentów (w tej roli wystąpili pozoranci, uczniowie zamojskiej „mundurówki”) jeszcze się nie skończyła, gdy gruchnęła kolejna wieść. Człowiek, który podłożył ogień stoi teraz na parapecie okna i grozi samobójstwem. Do akcji wkraczają policyjni negocjatorzy, którym udaje się odwieść desperata od skoku.
Zobacz: ZAMOŚĆ. Głosy kazały mu zabić matkę - Adrian W. zadał jej 30 ciosów nożem
- Mężczyzna zostaje zatrzymany, chwali się przy tym policjantom, że w szpitalnym biurze podłożył bombę – relacjonuje Joanna Kopeć z zamojskiej policji. Na miejsce przybywa grupa minersko- pirotechniczna. Alarm okazuje się fałszywy. Pacjentom i personelowi szpitala nic nie zagraża. Na szczęście to jedynie scenariusz ćwiczeń, jakie odbyły się w budynku szpitala. Wydumane i nieprawdopodobne? Niekoniecznie. Kilka lat temu w szpitalu zaczął palić się kawomat...
Przeczytaj: ZAMOŚĆ: Zwyrodnialcy grali w piłkę gołębiem ZDJĘCIA
- Pożar spowodował bardzo duże zadymienie w łączniku windowym. Dzięki szybkiemu wykryciu pożaru, udało się przeprowadzić skuteczne działania ratowniczo-gaśnicze. Zaradności personelu medycznego, spowodowała, że obyło się bez przeprowadzania ewakuacji pacjentów – przypomina sobie mł. bryg. Andrzej Szozda, oficer prasowy zamojskich strażaków.