Nie próbował uciekać. Po zaatakowaniu prezydenta chodził dumny po scenie. - To zdarzenie nie miało związku z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, natomiast jakie były pobudki, na pewno będziemy wiedzieli więcej po przesłuchaniu tego mężczyzny - mówi Joanna Kowalik-Kosińska, rzecznik komendy wojewódzkiej policji w Gdańsku.
Tym razem grozi mu nawet dożywotnie więzienie. Za kratkami spędził 5,5 roku. Z więzienia wyszedł 8 grudnia 2018 roku po odbyciu całej kary. Został skazany za cztery napady na placówki bankowe. Wiosną 2013 roku (od 8 maja do 12 czerwca) napadł z bronią w ręku na trzy SKOK-i i oddział banku Credit Agricole. Za każdym razem terroryzował obsługę banku pistoletem, raz na gaz, a później na naboje hukowe. Z miejsca przestępstwa uciekał taksówkami. Kilka godzin po ostatnim skoku został schwytany w policyjnej obławie. Łącznie w czterech napadach jego łupem padło 15 tys. zł. Pieniądze wydawał na wakacje na Wyspach Kanaryjskich, grę w kasynach i posiłki w restauracjach.
W maju 2014 roku Stefan W. tłumaczył przed sądem, że potrzebował pieniędzy, ale nie wiedział jak je zarobić. Zza krat trzykrotnie, bezskutecznie ubiegał się o przedterminowe zwolnienie. W zakładzie karnym w Szczecinie leczył się psychiatrycznie. Nieoficjalnie wiadomo, że pierwszy raz do szpitala psychiatrycznego trafił w wieku 15 lat po śmierci ojca. Po tym zdarzeniu przerwał naukę i żył ze spadku po ojcu. Gdy pieniądze się skończyły postanowił żyć z rabunków.
W niedzielę tuż po obezwładnieniu 27-latek doznał ataku drgawek i został przewieziony na SOR do Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku. Tam opatrzono mu złamany nos, ranę na ręce, pobrano krew do badań laboratoryjnych i odwieziono do szpitala psychiatrycznego na gdańskim Srebrzysku.