Jolanta (31 l.) i Paweł (34 l.) Rambiertowie mieszkają z pięciorgiem dzieci w przyczepie kempingowej w Starzyńskim Dworze (Pomorskie). Są bardzo biedni i nie stać ich na wynajęcie mieszkania. Właściwie nie mają pieniędzy na nic. Ojciec dzieci jest murarzem, ale nie może zdobyć stałej pracy. Z kolei pani Jolanta nie może podjąć pracy, bo musi zajmować się maluchami.
Walka o przetrwanie
- Mąż chwyta się każdej roboty. Ostatnio pomaga na budowie, kiedy skończy, znów nie będziemy mieli za co żyć. Dostajemy zasiłek od MOPS-u, ale ledwo wystarcza na rachunki. Mogę kupić za to albo jedzenie dla dzieci, albo opał. Dzieci rosną i potrzebują dużo zjeść, a ja często nie mam, z czego przygotować im obiadu czy kolacji - opisuje pani Jolanta.
Przeczytaj koniecznie: Łódź: Umieram z głodu! Zgodnie z prawem
Dzieci w przeciwieństwie do swoich rówieśników nie marzą o nowych zabawkach, grach komputerowych czy drogich ubraniach. One pragną tylko już nigdy nie czuć głodu i mieć ciepło w domu. Zimowe ferie spędzają na podwórku przed przyczepą, w której mieszkają.- Nosimy drewno do domu, żeby było ciepło. Bawimy się z bratem na polu - mówi Krzyś.
Oszukać głód
Dzisiejszy obiad to główka kapusty na siedem osób. - Mam 2 złote. Wystarczy na bochenek chleba - mówi mama dzieci, mieszając gotującą się w wodzie kapustę. Chociaż państwo Rambiertowie nie mają pieniędzy, to przez myśl im nie przeszło, by oddać swoje pociechy do domu dziecka lub do rodziny zastępczej. - Jeśli straciłabym je, powiesiłabym się na pierwszej gałęzi. To są moje skarby i zrobię dla nich wszystko - pani Jolanta ociera łzy.
Apelujemy do Czytelników, by pomogli rodzinie Rambiertów. Potrzebują jedzenia i ubrań dla dzieci, opału i materiałów budowlanych.
Kontakt pod numerem tel. 601 825 016