Roboty trwają od maja. Gruntowa nawierzchnia ulicy w słoneczne dni zmienia się w pustynię i tumany kurzu lecą do mieszkań. Kiedy spadnie deszcz, mieszkańcy toną w błocie.
- Tu się nie da żyć! Nie mogę przejechać, bo auto dosłownie tonie w błocie - załamuje ręce Mikołaj Gajewski (32 l.), mechanik.
Tymczasem robotnicy rzeszowskiej firmy Wodrol mają to kompletnie w nosie! Nudzą się na placu budowy. Zamiast machać łopatami, wolą wypoczywać. Opierają się o samochody dostawcze i podziwiają lazur nieba. Inni siadają za hałdami ziemi i dyskutują o tym, jak ciężka jest praca budowlańca. Rury, które leżą na jezdni, powinny być zakopane i odprowadzać nieczystości. Jednak służą jako taborety nierobom, którzy siedzą, palą papierosy i rozmawiają przez telefony komórkowe. Tymczasem urzędnicy z Piaseczna nie widzą w tym nic niepokojącego.
- Prace na ulicy Julianowskiej idą zgodnie z planem i zakończą się do 31 października. Występują normalne utrudnienia w trakcie robót, ale wykonawca radzi sobie z nimi - twierdzi Łukasz Wyleziński (33 l.), rzecznik prasowy gminy Piaseczno. Najwyraźniej dawno nie był na ulicy Julianowskiej, bo gdyby był, to wstydziłby się powiedzieć coś podobnego.
- Urzędnicy powinni przyjść tu i pogonić leni do roboty - denerwuje się Mirosława Stańczyk (45 l.), mieszkanka ul. Julianowskiej.