"On idzie za mną", "zgubiłam go", "czerwony maluch jechał" - wiadomości tej treści dostała koleżanka Wiktorii, z którą nastolatka widziała się w dniu swojej śmierci. Nie wiadomo, kim jest tajemniczy "on", ale SMS-y są teraz dla prokuratury najważniejszym dowodem. - To, że szukamy tego mordercy to jest to, co mnie jeszcze trzyma przy życiu. To jest jedyne co mi pozostało - powiedziała w rozmowie z TVN24 mama Wiktorii, Alina Cichocka. Z treści SMS-ów wyraźnie wynika, że 15-latka bała się kogoś. Detektyw Rutkowski ma jednak pewne wątpliwości. - W przypadku morderstwa Wiktorii nie mamy też pewności, czy części SMS-ów, które wieczorem, 7 marca, dotarły do jej koleżanki, nie napisał sam zabójca - powiedział w rozmowie z "Faktem". Skąd ten pomysł? Otóż przy ciele dziewczyny nie znaleziono jej telefonu, który rozładował się lub został wyłączony w okolicy godziny śmierci Wiktorii. Być może morderca sam wysyłał SMS-y z numeru swojej ofiary, stąd strach przed namierzeniem. Pytanie brzmi: po co? Co jeszcze kryje sprawa zabójstwa Wiktorii Cichockiej z Krapkowic?
Wiktoria zaginęła 7 marca. Jej ciało znaleziono niecałe dwa tygodnie później w przepuście wodnym w Krapkowicach. Na początku rodzice nie rozpoznali zwłok córki. Tożsamość dziewczyny potwierdziła dopiero sekcja zwłok.
Zobacz: Wiktoria z Krapkowic zginęła przez PRZYPADEK? Nowe tropy w śledztwie