Z całej siły kopnął Mikołaja Kasperka (†15 l.) w pierś tylko dlatego, że chłopak stanął w obronie koleżanek. Prawdopodobnie ten cios okazał się zabójczy. Ten dramat rozegrał się na oczach zupełnie obojętnych dorosłych.
Na osiedlu grupka młodych ludzi spokojnie siedziała na ławce. Kilka dziewczyn, kilku chłopców, a wśród nich Mikołaj. Nagle przy ławce pojawił się Alfred K. Nie znali go, ale on próbował ich podpuścić. - Proponował nam alkohol. Chciał, żebyśmy się z nim napili - mówi Marta Frankowska (18 l.). Dziewczyny zdecydowanie odmówiły. Chłopcy stanęli w ich obronie, bo Alfred K. był coraz bardziej natarczywy. - Zacząłem się z nim nawet szarpać w pewnym momencie - mówi Mateusz Duszczak (18 l.), kolega Mikołaja, który także był na miejscu. W pewnym momencie Alfred K. rzucił się na Bogu ducha winnego Mikołaja, który stał zupełnie z boku. - Nie wiemy, dlaczego wybrał właśnie Mikołaja. On mu nic nie zrobił - mówią znajome chłopaka. Alfred K. zaczął go szarpać i z ogromną siłą kopnął w pierś. Z rosłym mężczyzną 15-latek nie miał żadnych szans. Mikołaj osunął się na ziemię. Nikt z dorosłych, którzy patrzyli na rozgrywający się dramat, nie pomógł chłopcu. Po wszystkim Alfred K. jak gdyby nigdy nic próbował odejść. Na szczęście w drodze była już policja.
Ale dla Mikołaja było już za późno. Mimo reanimacji zmarł. - On był takim dobrym chłopakiem, nikomu nie wadził, chciał zostać kucharzem - płacze mama Mikołaja. - I dlaczego nikt mu nie pomógł, to takie ruchliwe miejsce - dodaje przez łzy.
Do chwili zamykania tego wydania gazety Alfred K. był przesłuchiwany przez prokuraturę. Według TVN24.pl, dostał zarzut udziału w bójce ze skutkiem śmiertelnym. Grozi za to do 10 lat więzienia.