Po śmierci ojca 15-latka została na gospodarstwie z mamą. Teraz wszystko jest na ich głowie. - Bez taty będzie nam ciężko, nie wiem, jak teraz mamy żyć - ociera łzy dłonią. I dodaje, że ona i jej mama Irena (58 l.) będą się domagały od szpitala 300 tys. zł.
- To dla Izuni, dla jej przyszłości - mówi nam wdowa.
Jak już pisaliśmy, pan Edward pojechał w nocy do szpitala, gdy poczuł duszności. Podejrzewał, że to coś poważnego, bo wcześniej miał problemy z sercem. Niestety, drzwi lecznicy w Wołowie były zamknięte. Zaczął dobijać się do nich, ale bezskutecznie. Nie został wpuszczony do środka. Dyżurne stwierdziły, że... bały się go. Miał zachowywać się agresywnie. Zawiadomiły więc policję. Niestety, funkcjonariusze, którzy przyjechali na miejsce, znaleźli mężczyznę nieżywego.
Ta tragedia strasznie dotknęła rodzinę. Córce pana Edwarda, Izie, świat zawalił się na głowę.
- Dlaczego mu nie pomogli? - pyta z żalem. - Przecież to szpital, tam pracują lekarze... On umierał, a oni wzywali policję - rozpacza. I domaga się ukarania osoby odpowiedzialnej za śmierć jej ojca. Będzie się też sądzić ze szpitalem o odszkodowanie.
Zobacz też: Tragedia pani Ireny: Mój mąż Edward umarł przed szpitalem, bo nie chcieli go wpuścić do środka!
- Żadne pieniądze nie zwrócą życia mojego taty. Ale oni muszą zapłacić za naszą krzywdę - twierdzi Iza. - Może to ich czegoś nauczy. I wtedy nikt nie umrze na ich progu - zalewa się łzami.
ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail