750 tysięcy dolarów - jak podawał kilka miesięcy temu "The New York Times", taką kwotę mogła otrzymać Ivanka Trump z kont swojego ojca. Powód? "Usługi doradcze i konsultingowe", które świadczy firma starszej córki byłego prezydenta USA. Nie byłoby w tym jeszcze nic szczególnie złego, gdyby nie fakt, iż Ivanka była pracownikiem hoteli, których dotyczył ów konsulting. Tym sposobem dostawała pieniądze raz jako pracownik, a raz jako firma zewnętrzna. A Donald Trump odpisywał sobie potem wydatki na biznes w postaci zatrudnienia firmy Ivanki od podatku. Interes musiał iść dobrze, bo przykładowo w 2017 roku Trump zapłacił federalnej skarbówce jedyne.... 750 dolarów. Czy to wszystko coś przypomina? "Huffington Post" zauważył pewne niepokojące podobieństwo. Ivanka stosowała ten sam schemat działania, co oskarżony niedawno o oszustwa podatkowe i doprowadzony do prokuratury w kajdankach Allen Weisselberg, dyrektor finansowy The Trump Organisation. On również płacił sam sobie raz jako pracownikowi, a innym razem jako firmie zewnętrznej. A skarbówka była wodzona za nos aż do teraz.
NIE PRZEGAP: Książę Harry jest chory psychicznie?! Rodzina królewska cenzuruje program w telewizji
Allenowi Weisselbergowi grozi bawet 15 lat więzienia. Czy Ivanka Trump może zacząć się niepokoić? Póki co zarzuty usłyszał jedynie Weisselberg, a kwestia Ivanki to na razie głównie medialne spekulacje, choć nie tylko - nowojorska prokuratura zażądała od The Trump Organisation dokumentacji związanej z płatnościami dla firmy Ivanki. Tym, co pogrążyło Trump Organisation, były bonusy dla kierownictwa firmy, takich jak darmowe samochody czy mieszkania, od których według prokkuratury nie odprowadzano podatków już od 2005 roku. Dyrektor finansowy usłyszał zarzuty oszustw podatkowych wobec amerykańskich organów skarbowych - zarówno stanowych, jak i federalnych. Czy zacznie zeznawać na niekorzyść byłego prezydenta i jego rodziny?