Największe wrażenie na Rosjanach zrobiło nie to, że Barack Obama jest miłośnikiem Puszkina i Tołstoja, ale to, że Michelle Obama założyła w Białym Domu ogródek warzywny. W Rosji, gdzie takie ogródki są niemal przy każdym domu (bo tak jest taniej), pomysł Pierwszej Damy to dowód jej praktyczności i gospodarności.
Gdy prezydenci USA i Rosji zajęli się negocjacjami, ich żony spędzały czas na zwiedzaniu moskiewskich muzeów i spotkaniach z dziećmi. Michelle Obama spotkała się m.in. z siostrami miłosierdzia ze szkoły pielęgniarskiej i z wychowankami jednej z moskiewskich podstawówek. Dzieci były zachwycone uśmiechniętą Pierwszą Damą USA. Z kolei prezydenckie córki, które wraz z rodzicami przyleciały do Rosji, uczyły się lepić pielmienie.