Trzy lata temu cała Polska poszukiwała pytona, który nie wiadomo skąd pojawił się nad Wisłą pod Warszawą. Znaleziono wtedy jedynie wylinkę groźnego gada, a on sam odpełzł w nieznanym kierunku. Nic nie dały szeroko zakrojone poszukiwania - gad zniknął i nie jest raczej możliwe, przy przetrwał kilka zim. Tymczasem równie szokującego odkrycia dokonali właśnie Czesi! W Czeskim Cieszynie przypadkowy spacerowicz natknął się w Olzie na pytona giganta i natychmiast wezwał służby. Okazało się, że monstrualny gad mierzący sześć metrów nie przeżył pobytu w czeskiej rzece, jednak jego stan wskazywał na to, że zakończył życie na krótko przed strasznym odkryciem. Musiał długo wić się w Olzie, bo węże te bardzo dobrze pływają.
Sytuacja jest tym gorsza, że dorosły pyton siatkowy jest w stanie pożreć człowieka, a Czeski Cieszyn to wszak miejsce tuż przy granicy z Polską! Martwy osobnik znaleziony w Czeskim Cieszynie ważył 50 kilogramów i taka uczta nie sprawiłaby mu żadnego kłopotu. Skąd egzotyczny pyton siatkowy rodem z Azji południowo-wschodniej wziął się w rzece? A może w Czechach grasuje o wiele więcej pytonów? Teraz eksperci wykonają sekcję zwłok gada, która być może przyniesie odpowiedzi choć na niektóre pytania nurtujące teraz przerażonych Czechów.