Trójka 30-latków z Kolumbii (mężczyzną z narzeczoną i jej przyjaciółką) przybyli na nasz kontynent samolotem. Po wylądowaniu w Neapolu uznali, że są już w Grecji i wyszli z lotniska, gdzie na pobliskiej pętli autobusowej zobaczyli autokar z tabliczką "Atena". Przeświadczeni o tym, że dowiezie ich on do greckiej stolicy, gdzie mieli wynajęty hotel, wsiedli do niego. Problem w tym, że jechał on do pobliskiej, liczącej niespełna trzy tysiące mieszkańców miejscowości Atena Lucana. Tymczasem to miasteczko, założone 2400 lat temu, ma co prawda greckie korzenie, ale jest oddalone od Akropolu o dobre 18 godzin podróży samochodem.
Kolumbijczycy, nieświadomi swojej pomyłki wysiedli w miasteczku i stanęli pod lokalnym barem. Dwóch miejscowych, zaintrygowanych ich nietypowym zachowaniem, zaczęło z nimi rozmawiać. Jak wspominali dziennikowi "Il Messaggero" myśleli, że przybysze mówiący wyłącznie po hiszpańsku przyjechali specjalnie na odbywający się w barze wieczór muzyki latynoskiej. Gdy w końcu zrozumieli, o co chodzi zagubionym turystom, byli zaskoczeni i pokazali im na mapie, jak wielką pomyłkę popełnili.
Według Włochów gdy w końcu goście w ich miejscowości zrozumieli, co się stało, zareagowali w bardzo różny sposób. Mężczyznę zamurowało natomiast jedna z kobiet niemal zemdlała, zanosząc się od płaczu, podczas gdy druga dostała ataku śmiechu. - Kazaliśmy im usiąść, bo z wrażenia nie byli w stanie ustać na nogach. Byli w takim stanie, że nie pomyśleliśmy o tym, by zrobić sobie z nimi pamiątkowe selfie - dodał młody Włoch.
Ostatecznie miejscowi odprowadzili turystów na dworzec autobusowy. Tam kupili bilety do Rzymu. Włoski dziennik dodaje, że następny kryzys Kolumbijczycy mogli przeżyć, gdy sprawdzili, że za bilety lotnicze do Aten będą musieli zapłacić ok. 700 euro.