Film, na którym widać trzy drogie auta na polskich tablicach rejestracyjnych od niedzieli jest regularnie wyświetlany w polskich i słowackich mediach. 26-letni Łukasz K., o rok starszy Adam Sz. i 42-letni Marcin L. jechali tak, jakby pomylili ciasną i krętą drogę przez las z torem wyścigowym. Ten ostatni czołowo zderzył się ze skodą, którą jechała trzyosobowa rodzina. Zginął 57-letni Słowak. Marcin L. w czwartek został aresztowany przez słowacki sąd. Łukasz K. i Adam Sz. zostali wypuszczony na wolność. Ten drugi musiał zapłacić kaucję: 20 tysięcy euro. Kierowca porsche zostaje w słowackim areszcie. Kierowcy ferrari i mercedesa wyjdą na wolność.
Inspektor Mariusz Ciarka, rzecznik Komendanta Głównego Policji, informuje, że wszyscy trzej zatrzymani po niedzielnym wypadku są dobrze znani polskim funkcjonariuszom. - Byli wielokrotnie karani za przekraczanie prędkości. Jak widać, niczego ich to nie nauczyło - mówi Ciarka.
Wycieczka i brawura Oprócz widocznych na nagraniu kierowców, w weekendowym wypadzie na Słowację uczestniczyło też kilka innych osób w luksusowych samochodach. W internecie łatwo znaleźć mnóstwo zdjęć i filmów z tego wyjazdu. Na jednym z filmów (nagranym we wnętrzu jednego ze sportowych aut) widać prędkościomierz pokazujący ponad 230 kilometrów na godzinę. - Wielu Słowaków podejrzewa, że Polacy przyjechali trochę poszaleć po naszych drogach - mówi w rozmowie z tvn24.pl Martin Hanzel, reporter dziennika "Novy Cas". Wyjaśnia, że za przekraczanie prędkości nie można na Słowacji stracić prawa jazdy. - Są co prawda dotkliwe mandaty. Ale wydanie 800 euro dla kierowcy ferrari to błahostka - mówi dziennikarzom TVN24.pl